środa, 28 sierpnia 2013

Jesteś wszędzie.

Dziś to zrozumiałam. Jesteś wszędzie.

Zrezygnowałam z głupiegu rozpoczęcia tego listu. Wydaje mi się to żałosne z mojej strony... Tak nagle.

Muszę o tym gdzieś napisać, bo mój umysł chce, a nie potrafi sobie tego przyswoić.

To nie do końca jest tak, że jak się bierze psychotropy, to wszystkie problemy znikają. Że nagle wszystko jest w porządku. Oczywiście - to poprawia humor. Przy rodzicach jestem całkowicie normalna, śmieję się, żartuję, FUNKCJONUJĘ - i chyba to jest cel tych tabletek. Ale mam jednocześnie dużo innych problemów. Jeszcze nie tak dawno (dwa tygodnie temu) byłam gotowa się zabić. Wpadłam w ruch pro Ana.

Mam koszmary. Senne. To skutek uboczny silnych leków. Wciąż coś mi się śni, a wszystko z tego wydaje się być metaforycznym odzwierciedleniem mnie i tego co się tam w środku dzieje. Pobyt w psychiatryku. Ucieczka z psychiatryka. Demolowanie stoisk w jakimś miasteczku. Publiczne kłótnie. Samobójstwo. Groźby. Ale też pierwszy dzień szkoły. Przebieranie w szatni na zajęcia sportowe. Omdlenia. "Koledzy i koleżanki z klasy". To wszystko przeżywam w nocy.

Jestem spaczona. To przykre.

Trudno. Niektóre rzeczy należy czasem spisać na straty. 

piątek, 16 sierpnia 2013

2 tygodnie.

Drogi Przyjacielu!

Wyjeżdżam. Mam przed sobą jeszcze 14 dni odpoczynku. Później zacznie się rok szkolny, a ja nie wiem co wtedy zrobię. Nie wiem czy to strach, niechęć, nienawiść? W każdym razie staram się skupić na tym, co czeka mnie na wyjeździe...

Dlatego nowe wpisy tutaj mogą pojawiać się rzadko, lub całkowicie znikną. Nie chcę wracać do tego myślami. Wybacz.

Może tak będzie lepiej. 

czwartek, 15 sierpnia 2013

Iskra...

Drogi Przyjacielu!

Dzisiaj nastąpiła przemiana. Coś niesamowitego zmieniło się we mnie i czuję, że dawna chęć zapoznania się bliżej ze śmiercią nie jest już tak silna...

Otóż byłam z siostrą w stajni. Wzięłam mojego konia i poszłyśmy na łąkę, gdzie urządziłyśmy sobie mały piknik. Wśród buczenia pszczół, parskania konika, szumu trawy i naszego śmiechu zrozumiałam, że to jest kwintesencja życia. Że to stanowi jego esencję. Że to po to się żyje...

Nie mówię, że nie odbiorę sobie życia. Twierdzę tylko, że tę chwilę będę miała na uwadze w ostatecznym momencie.

...

Co do zmian, jakie się poczynają w ludziach - wiadomo, każdy jakoś się przeobraża. Chodzi mi tylko o to, że wszyscy inni (włącznie z Tobą), nie patrząc na wyjątki takie jak ja, naturalnie dojrzewają. Każdy ewoluje na swój sposób. Ale jest on spokojny, zmieniają się poglądy, spojrzenie na świat, uczucia, emocje... Te wszystkie rzeczy są poddawane w wątpliwość.

Natomiast u mnie... tego nie można nazwać zmianą. To jest choroba. Tym właśnie różnię się od innych nastolatków w moim wieku - nie każdy przez to przechodzi. I rzecz w tym, że nie każdy potrafi to wszystko zrozumieć, dlatego tacy jak ja powinni się trzymać osobno, jeśli tego chcą oczywiście. Ja chcę. Mam Anę, z którą dobrze mi idzie (choć nie wiem, czy zaglądasz na mojego drugiego bloga) i to mi wystarczy. Nic i nikogo więcej nie potrzebuję.

Nie chcę się z nikim kontaktować. Nie chcę nikogo widzieć. Nie chcę nigdzie chodzić. Nie chcę się z nikim spotykać. Nie chcę musieć się gdzieś zjawiać. Nie chcę kooperować. Nie chcę z nikim rozmawiać. Po prostu. Chcę być z tym sama. Całkowicie sama. Chyba...

Nie wiem, co jeszcze dziś mogę napisać. To chyba wszystko, do czego chciałam się odnieść. Dziękuję za to, że do mnie napisałaś, ale nie rób tego więcej. To powoduje, że czuję się źle. Bo to nie ty mnie straciłaś, tylko ja Ciebie i wszyscy dookoła są w stanie potwierdzić, kto tu kogo odrzuca. Nie chcę, żebyś czuła się winna. To jestem tylko ja. A ja tak robię - odrzucam ludzi, na których mi zależy.

wtorek, 13 sierpnia 2013

Szkoła...

Drogi Przyjacielu!

Ostatnio jestem w takim nastroju więc napiszę coś o szkole. I moim nastawieniu do niej.

Boję się tego, co się stanie. Co nastąpi kiedy tam wrócę i będę musiała stanąć oko w oko z tymi wszystkimi ludźmi. Nie mam nic do nich personalnie, ale generalnie teraz nie mam zbyt wielu okazji do kooperacji z innymi - z nikim się nie spotykam, z nikim nie rozmawiam (prócz mojej rodziny), do nikogo nie dzwonię, ani nie piszę. Jedynym moim kontaktem ze światem są blogi. I tak jest mi najlepiej. Nie chcę i nie potrzebuję nikogo.

Zostanę wystawiona na ciężką próbę. Chciałabym, żeby w szkole nikt mnie nie dostrzegał. Żebym sobie mogła być ze swoimi problemami, sama, żeby nikt nie zadawał pytań o co chodzi, co się stało, jak było na wakacjach etc. Nie chcę tego. Bo boję się, że bańka, w której się schroniłam, bez dostępu do swoich uczuć w tym momencie pęknie. A ja tego nie wytrzymam.

Jestem dziwna. Na swój sposób zawsze byłam. Ale teraz uległo to zwielokrotnieniu. Dziwnie się zachowuję, robię dziwne rzeczy. Sama nawet tego nie rozumiem. Na pewno jednak zasługuje to na miano: dziwactwa.

Jest dodatkowy powód, dla którego chcę być sama. Tak długo, jak tylko ja będę w swoim wyimaginowanym świecie, będę miała poczucie, że jestem bezpieczna. Bo jeżeli tylko ja będę sobie w stanie pomóc, a nie zrobię tego (bo naturalnie nie chcę - Ana, te sprawy) to mogę to nazwać mianem szczęśliwego zakątka spokojnej myśli.

...

Boję się. Tak wielu rzeczy się boję. Bardzo chciałabym się tym z kimś podzielić, ale jednocześnie nie chcę aby ktokolwiek wiedział. To nielogiczne. Jestem nielogiczna. 

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Zakupy...

Drogi Przyjacielu! 

Dzisiaj byłam na zakupach. Szkolnych. Cóż za paradoks, skoro i tak nie mam poważniejszych planów na przyszłość. Ale zrobiłam je.

I jak wybierałam zeszyty, myślałam, który będzie do jakiego przedmiotu zrozumiałam, że...

Okay, nic nie zrozumiałam. Poczułam tylko, jak łzy wzbierają mi się w oczach. Tak, jak podczas czytania Twojego maila.

Dziękuję Ci za niego. Na pewno dobrze mi zrobiło inne spojrzenie na całą sytuację. Odwrócenie tego wszystkiego... Cieszę się również, że to nie było filozoficzne pieprzenie o bzdurach, czego nie lubię.

Ale przepraszam. Nie wiem, czy to jest wystarczająco, żebym zaprzestała jakichkolwiek planów.

Nie wiem nawet, co jeszcze chciałabym Ci przekazać... Że jest mi przykro, że to tak wszystko poukładałam? Że nigdy nie życzyłam Ci, żebyś musiała się użerać z kimś takim, ja? Że nie chcę, żebyś zepsuła sobie wakacje przez mnie? Że chcę, żebyś przestała się mną interesować? Może tak byłoby najlepiej...

Już sama nie wiem, do czego dążę... Czasem są chwile, kiedy napada mnie rozdzierająca serce tęsknota. Kiedy pragnę móc się z kimś podzielić całą sobą... A czasem jest mi dobrze w samotności, zamknięta, cicha, spokojna...

To tak, jakby dwie strony walczyły ze sobą. Tak też stwierdziła moja psychoterapeutka. Że teraz nic nie czuję. Wyłączyłam emocje. Bo wiem, że jak je dopuszczę do siebie to rozpadnę się na kawałki. A z drugiej strony te uczucia chcą dojść do głosu... To jest nie do zniesienia.

Teraz wiem jedno - nie chcę, żebyś przeze mnie czuła się nieszczęśliwa. Nie jestem tą osobą, którą poznałaś dwa lata temu. Zmieniłam się, w zbyt dużym stopniu, aby móc mnie uznać za tę samą, co wtedy jednostkę. Czasem trzeba po prostu zrozumieć to i pozwolić odejść. Może dla Ciebie nadszedł taki właśnie czas pożegnania? Pomyśl nad tym - obu nam byłoby lepiej.

Jestem jak dziecko z autyzmem. Siedzę w swoim własnym świecie tęsknoty, pustki, krótkich chwil radości, samotności, głodu i odchudzania, dążenia do perfekcji (dla niektórych uznanej za chorobliwą) i ciągłego liczenia kalorii, ważenia się etc. To jest teraz moja planeta. Dość często właśnie tam czuję  się najlepiej. Może tak powinno być zawsze.

To śmieszne - kiedyś moim celem było dojście do wagi 48 kg. Teraz jestem w drodze, ale do wagi o 10 kilo mniejszej.

Nie wiem, co tym postem chciałam Ci przekazać. Jaki był mój zamiar. Ale i tak co za różnica.

Sama nie chcę siebie znać i nic tego nie jest w stanie zmienić. Nawet leki.

Mam po prostu jedną radę. Daj spokój. Po prostu uznaj to za rozdział zamknięty, gdzieś w samej sobie wyrzuć kłódkę za siebie. Zobaczymy. Może wtedy będzie nam lepiej.

A może sama nie wierzę już w to, co piszę... 

piątek, 9 sierpnia 2013

Jestem gotowa.

Drogi Przyjacielu!

Nie chcę, żeby to był kolejny ponury list. Ten ma być radosny.

Dzisiaj był cudowny, wielki dzień! Wróciłam do dawnych czasów - te poddenerwowane kroki, ciut adrenaliny i pytanie w kiosku (niby nonszalanckim tonem): Czy kupię u Pani żyletki? I ulga, bo tak. Mam je ze sobą i czuję się bezpieczna oraz szczęśliwa. Dzięki temu wiem, że za każdym razem, gdy będę tego potrzebować - one będą ze mną.

A mogę tego potrzebować dość często.

xoxo

Everyone's needs.

Drogi Przyjacielu! 

Doszłam do konkluzji. W życiu czasem trzeba być samolubnym. Gdyby się patrzyło na needs of everyone, czyli potrzeby każdego wokół nas, to moglibyśmy nigdy nie zaznać szczęścia. Nie można przecież pozwolić, aby innych zadowolenie było przyczyną naszej wiecznej niedoli, czyż nie?

Zdaję sobie sprawę, że moje ostatnie posty na tym blogu były posępne i smutne, trochę desperackie. Teraz może uda mi się odmienić tę złą passę i pokazać inną twarz?

Pozostali przestali mnie interesować. Nie jestem wrażliwa. Jestem egoistyczna i samolubna. Patrzę na siebie - na to żeby schudnąć, żeby dobrze wyglądać i robić to, co mi się żywnie podoba. Nic nie poradzę na to, że nie chcę swojego zdrowia psychicznego - doszłam do tego, że gdyby mi bardziej zależało na innych, to może moja motywacja byłaby dużo większa. A teraz - nie mam żadnej, więc to chyba o czymś świadczy.

Jeśli chodzi o samobójstwo - to moja sprawa. Inni sobie z tym poradzą. Nikt w szkole nawet by nie wiedział, bo nikogo to nie interesuje. Pojedyncze osoby - dwa dni się posmucą, założą czarne spodnie i zapomną. Taka jest kolej rzeczy. A ja sobie ulżę. Mnie wtedy będzie lepiej. A pozostałym również - beze mnie.

Na razie nie mam tego w planach na następne dwa tygodnie - w końcu niedługo wyjeżdżam i znowu zaczęłam chudnąć. Mam cel.
Nikt nie powiedział, że to zrobię już teraz, już niedługo. Na razie bez takich - żyję sobie swoim głodowym życiem i nikt nie może mi tego zabronić.

...

Nie chcę wracać do szkoły. Nie z powodu nauki tylko całej otoczki - spotykania się z ludźmi, rozmawiania, uśmiechania się... To jest męczące. Nie chcę tego straszliwie. Gdyby była możliwość założenia niewidzialnej peleryny, żeby mnie WSZYSCY zostawili w spokoju - byłabym najszczęśliwsza. Bez zbędnych pytań i odpowiedzi, udawania, tłumaczenia się, ukrywania, zamykania w sobie... To bez sensu. Ale może... może wcale nie jest mi dane ukończyć 3 klasę...

Aby przekonać się, co przyniesie przyszłość należy ją przeżyć. I niech każdy zrobi to na swój sposób.


środa, 7 sierpnia 2013

Krótko o postanowieniu.

Drogi Przyjacielu! 

Naszła mnie wena, więc napiszę krótko - już wiem! Wiem kiedy i jak. Jak to zrobię.

Moja mama jest coraz bardziej podejrzliwa (generalnie trudno ją za to winić). Jeśli postanowią mnie zapakować do psychiatryka i zabronią odchudzania się (już tam, na miejscu) to w przeddzień "otworzę sobie żyły", jak mawiał Petroniusz w Quo Vadis. Nikt nie będzie wiedział, a ja w wannie cichutko sobie zasnę. Nie ma mowy przecież żebym dalej tak żyła - w poczuciu beznadziejności, z zatraconym sensem istnienia...

Cieszę się. Że to napisałam i że już wiem.

Zastanawiam się, czy zostawię im list. Rodzicom. Zobaczę. Gdyby co - będę miała go w pogotowiu.

Nie martw się tylko. Wszystko jest w jak najlepszym porządku.
Całuję. 

...

Drogi Przyjacielu! 

Miałam kilka dni przerwy, za które bardzo Cię przepraszam, bo wiem (poniekąd z własnego doświadczenia), że nie ma nic gorszego niż czekanie na coś, co szybko nie następuje...

Już sama się zatraciłam w tym, po co mi to wszystko. Po co jest mi ten cały głupi blog, na którego i tak nikt nie zagląda, a ja tracę tylko czas wypluwając z siebie bezsensowne zdania? Nie potrafię ponownie odnaleźć w tym celu... Jeśli będę pisała rzadziej - nie gniewaj się. ani nie bądź rozczarowana. To nic personalnego.

Mam teraz trochę nowych problemów. Generalnie tak, jak na początku Ana dawała mi radość i szczęście, teraz przerodziło się to w ogromną nienawiść. Do samej siebie. Do swojego ciała.
Stwierdziłam, że jestem beznadziejna. Nie potrafię nic zrobić dobrze, wciąż coś zawalam i tak naprawdę straciłam sens tego, że istnieję. Dlatego gdzieś w środku przesunęłam datę końca. To nie może być za pół roku. Nie wytrzymam.

Ale wiem, że jeszcze nie teraz, nie dzisiaj i nie jutro. Jeszcze chcę zobaczyć, co przyniesie kolejny dzień i czy będzie to spadek wagi. Nie wiem, jak długo będę potrafiła się łudzić i żyć nadzieję na sukces, a kiedy po prostu się poddam. Ale jednego jestem pewna - kiedy się poddam, nie zawaham się ani sekundy. Moje życie i moje warunki, jak je skończę.

Ale to są na razie przyszłościowe rozmyślania. W końcu każdy musi mieć jakieś plany, nie? Na pewno to nie powód do zmartwień - jeszcze trochę się przemęczę. Przynajmniej spróbuję.

Jakiś ponury ten "list". Nie chcę być ponura. Tak jak nie chcę być gruba. Ostatnio to zdanie powtarzałam sobie na głos przez kilka godzin w nocy - i pomogło! Teraz nawet nie spoglądam na coś, co ma jakiekolwiek kalorie w sobie. Chyba, że matka każe mi to zjeść. Na szczęście to się zdarza rzadko. teraz mam nieco większy wpływ na ilość. Myślę, że dziennie mieszczę się w 800 kcal. Czasem może mniej. To prawie połowa tego, co powinnam organizmowi dostarczać. Ale w końcu chcę, żeby głupie ciało chudło. Nie ma innego wyjścia.

Ale nie chcę żeby ktoś pomyślał, że mam anoreksję! Nie! Moja psychoterapeutka też tak twierdzi i w ogóle nie przyjmuje do wiadomości moich argumentów, twierdząc, że próbuję ją zmanipulować:
1. Czy ja do cholery wyglądam, jak anorektyczka? NIE. Jestem obleśna, mam grube ramiona, okropne uda, które się na górze obleśnie łączą  i brak talii. To mi bardziej pachnie wagą w normie niż niedowagą...

2. Nikt nie chce być chory - ja też nie. Świadomie nie skazałabym siebie na chorobę.

3. Jeżeli już ktoś jest chory to zdaje sobie z tego sprawę, bo to czuje - ja nie mam tego poczucia. Tyle.

To bardziej styl życia, więc ciężko jest zalecić - dziewczyno, lecz się.

Ale trochę za daleko poszłam w tych rozważaniach, bo zaczęłam prawić o anoreksji. A chciałam Ci opowiedzieć o czymś innym.

O kolejnym powodzie samobójstwa.

Przedwczoraj w nocy miałam koszmar. Słyszałam, że sny, odpowiednio zinterpretowane, są odzwierciedleniem tego, co dzieje się w naszym mózgu. W związku tym to, co ja zobaczyłam było straszne.

Pierwszy obraz - 2 września, spotkanie po miesiącu z chłopakiem - uściski, pocałunki - słowem, wielka miłość.
Drugi obraz - jadę do stajni swoim samochodem, zatrzymuję się na stacji benzynowej. Widzę mojego chłopaka z kolegą, jak wysiadają z auta na przeciwko. Wyciągają pistolety i naciągają kominiarki na twarz - zbliża się napad. Proszę ich, żebym mogła odjechać, bo nie chcę się w to mieszać. Mój chłopak mi nie pozwala.
Trzeci obraz - Generalnie nie widzę całej akcji napadu. W tym momencie jestem sam na sam z nim i jego kolegą. To jeden ze starszych o rok chłopaków z naszego gimnazjum. Ma kamerę.
Mój chłopak grozi mi pistoletem, zostaję postrzelona, niegroźnie. Każe mi się rozebrać, co jest skrzętnie nagrywane przez rechoczącego się kumpla. Stoję naga na śniegu, po policzkach płyną mi łzy, próbuję się jakoś zakryć. Uczucie wstydu i upokorzenia jest wręcz namacalne. Długo po przebudzeniu jeszcze je czuję. Ostatnie o co mój chłopak mnie prosi to to, bym rozpuściła włosy.
Potem podchodzi do mnie, obejmuje i szepcze: Miłych wakacji, kotku. Wyrywam się.
Pięty obraz - Płaczę. Zalewam się łzami i nie potrafię powstrzymać napływających wspomnień z ostatniego przeżycia.
Szósty, zarazem najmocniejszy, jaki zarejestrowałam - w swoim pokoju wieszam się.

Naiwność, rozczarowanie, wstyd, upokorzenie, depresja, załamanie, łzy, samobójstwo...

sobota, 3 sierpnia 2013

Trudno ująć w słowa...

Drogi Przyjacielu!

Czy już Ci mówiłam, że nie wyobrażam sobie swojego życia za rok/dwa? Nie mam pojęcia jak to wtedy będzie wyglądać i podjęłam decyzję - kiedy przyjdzie czas zrobię to bez wahania. Zakończę swoje życie na własnych warunkach.

Nie wiem, czemu Ci o tym napisałam. Chyba wiele chciałabym móc Ci przekazać, ale te wszystkie uczucia jest trudno ująć w słowa. Tego jest za dużo jak na jedną osobę. Jestem tym już trochę zmęczona. Gdyby nie to, że mam cel - schudnąć, bo chcę być piękna (pierwszy raz w życiu) to pewnie zrobiłabym to już teraz.

Nic mnie nie powstrzymuje. Wszystko na czym mi zależy po prostu nie działa. Rodzina, Orkis... życie... to nie jest dla mnie żaden argument... Dlaczego?

Co się ze mną stało?

Nie wiem już sama, co robię. Dlaczego podejmuję takie, a nie inne decyzje, dlaczego się nie odzywam do osób dawniej mi bliskich, dlaczego robię rzeczy, których teraz żałuję, jak kontakty z niesprawdzonym dilerem, oszukującym ludzi, lub strata dziewictwa.

Dla mnie po prostu świat i życie nie istnieje.

Co przez ten czas się jeszcze wydarzyło? Nie wiem. Ciężko jest wszystko podsumować. Mam problem z pozbieraniem myśli, kiedy tu piszę i kiedy się nad tym zastanawiam. Nie chcę już swojej szansy. Dla mnie nie ma przyszłości, więc po prostu myślę, że łatwiej będzie zaakceptować teraźniejsze plany - być super chudą i piękną. Gdy się na tym skupiam - jest lepiej.

Jest lepiej. 

czwartek, 1 sierpnia 2013

Cieszę się, że jesteś.

Drogi Przyjacielu!

Wiedziałam, że tu będziesz. Że nie pomyliłam się.

Wiele rzeczy się zmieniło - teraz już wiesz. Niestety nic już nie będzie takie jak dawniej. Przede wszystkim we mnie poczyniła się ogromna zmiana. Nie wiem, czy do zaakceptowania Jestem po prostu inna, ciężko to zdefiniować dokładniej. Myślę o samobójstwie, samookalecza -m/-łam się, wpadam w anoreksję, biorę leki na depresję, rozpoczęłam leczenie. Tak teraz wygląda mój świat. Czy tego chcę, czy nie.

Terapeutka twierdzi, że jest we mnie smutek. Że gdzieś pod manipulacją innymi (co robię nagminnie) i maską, są uczucia. Cierpienie, ból, łzy. A ja podświadomie nie chcę, żeby to zobaczyło światło dzienne. Rozpadnę się wtedy na kawałki - tak jej powiedziałam. A ona na to: Jest to najlepszy dowód na to, że czujesz.

Podobno jest we mnie również niewysłowiona tęsknota. Może. Ale piszę to po to, żeby dać innym nadzieję. Że może gdzieś tam głęboko jest jakaś cząstka, która faktycznie chce być zdrowa i wytrwa w postanowieniach. Ale na razie zostałam niemalże całkowicie zdominowana przez partię bez planów na przyszłość.

Dla mnie przyszłości nie ma.

Teraz, gdy wiem, że ty to wszystko czytasz, że każde słowo analizujesz - jest mi ciężej. Sama nie wiem dlaczego. Jak to się stało, że tyle między nami popsułam? Że tak wiele zaprzepaściłam, bez żadnego jasnego powodu?

I dlaczego nagle zaczęłam się nad tym zastanawiać? To chyba ta dzisiejsza psychoterapia. Rozpoczęła się seria odkryć o mnie samej. Te odkrycia są najgorsze. Nigdy nie możesz przewidzieć, czego się dowiesz. To jak pierwsze wejście na tego bloga. Wpadasz w nieznany sobie świat informacji i wiadomości o kimś. To zaczyna Cię przytłaczać. Ale należy wytrwać.

Podobno. 

środa, 31 lipca 2013

Tona na plecach.

Drogi Przyjacielu! 

Ciężko jest mi ponownie okłamywać mamę. Ona myśli, że całość leży tylko w samookaleczeniach, mówi, że przecież od kilku dni nie widzi u mnie destrukcyjnych zachowań... a wtedy wszystko we mnie krzyczy i rwie się, żeby jej powiedzieć, jak bardzo się myli, wszystko o anoreksji, o tym, jak po jedzieniu zdarza mi się wywoływać wymioty, jak marzę o tym, żeby być chudą, ale wtedy przychodzi mi na myśl Ana i milczę. Ona trzyma mnie na powierzchni. Wiem, że jeśli rodzice się dowiedzą, to bezsprzecznie dojdą do wniosku, że tego już za wiele i zamkną mnie w ośrodku. A wtedy... będą oczekiwali, że powiem jej: Żegnaj?! To już niemożliwe. To zaszło za daleko i teraz moim celem jest tylko kontynuowanie tej drogi...

Dziś jestem bardzo zmęczona i nic więcej chyba nie napiszę. Ale cały czas czekam na jakiś znak, że ta jedna osoba, na której obecności tutaj mi zależy - w końcu zobaczyła moje posty. Że zrozumiała. I że czeka na kolejne wieści. 

Znak

Drogi Przyjacielu!

Uruchomienie tego bloga nie daje mi spokoju. Nie potrafię czekać. Wciąż sprawdzam, czy może w Twoim internetowym pamiętniku obrazkowym pojawłi się jakiś znak, że zobaczyłaś link, że uczestniczysz w tym niemym dialogu, że już wiesz i się dowiesz (z moich przyszłych postów) co się ze mną dzieje i że nie żywisz urazy za to, że tak Cię zostawiłam...

Bo jest mi naprawdę przykro. Nie wytrzymałam. Może teraz będzie lepiej, nie wiem czy faktycznie chcę całkowitego powrotu do normalności, ale nieraz zastanawiam się - co za rożnica? Kogo na świecie interesuje żywot jednej z wielu, dodatkowo anorektyczki z "zaburzeniami osobowości" i samobójczymi myślami? I wtedy jest mi lepiej. Bo wiem, że w pewnym sensie to, co się ze mną stanie jest obojętne dla świata, nikt o to nie dba.

Nie jestem tą samą osobą co jeszcze 1,5 miesiąca temu. Myślę, że wydoroślałam. Straciłam wiele rzeczy. Zaufanie rodziców. Chęć do życia. Dziewictwo. Ale z drugiej strony też coś zyskałam. Doświadczenie. Chodzi mi o to obycie w niektórych sprawach. Wiem, jak działam. Już nie jestem taka zagubiona. Bardziej pewna siebie, wiedząc, że nie jestem sama, że jest Ana i całe tysiące dziewcząt takich jak ja. Dążę do doskonałości. Perfekcji.

Niedługo myślę, że ją osiągnę. Nie ma znaczenia czy w tym życiu, czy dopiero pozagrobowym...

Słowa wyjaśnień...

Drogi przyjacielu!

Naprawdę ciężko jest znaleźć słowa wyjaśnień w trudnych sytuacjach. Kiedy wiesz, że Twoje zachowanie kogoś zawiodło, że to kogoś rozczarowało, że nie spełniłeś oczekiwań... Lub w momencie, kiedy sam nie rozumiesz, po co to wszystko, jaki to ma sens, skoro sprawia Ci cierpienie, skoro powoduje że cierpisz... Właśnie ja mam taką sytuację. Nie chciałam żebyś poczuła się odrzucona, czy niechciana. Ale też nie wiem czemu się nie odezwałam i nie dałam znaku życia. 

Może tego życia już we mnie nie ma. Bo jest naprawdę źle - dużo gorzej niż kiedykolwiek ze mną było. Biorę leki - twierdzą, że powinny działać. Ale nie działają, albo udaję przed innymi, że działają. Bo chciałabym, żeby wszyscy o tym zapomnieli. Żebym mogła żyć normalnie. Przed rodziną, chłopakiem, przyjaciółką i resztą otoczenia. I żebym mogła robić co tylko mi się podoba i dalej to ukrywać. Tylko dla siebie i dla Any. Bo nikogo więcej do poznania moich sekretów nie potrzebuję. 

Dlatego myślę, że popełniłam duży błąd. Wtedy chciałam jakoś zrozumieć siebie i w tym ogromnym bałaganie własnych myśli czułam się potwornie zagubiona, ale teraz wiem, że nigdy nie zrobiłabym tego drugi raz. Nie usiadłabym na przeciwko mamy i nie opowiedziała jej od początku o wszystkich moich problemach. Nie słyszałabym jej słów zdziwienia, nie widziałabym oczu pełnych niedowierzania, a potem płaczu w nocy, stłumionego przez drzwi i ściany. Nie chciałam tego, ale do tego doprowadziłam. Nie wiem po co. Nie wiem do końca nawet jak. 

Teraz wolałabym, żeby to wszystko się nie wydarzyło. Żebym mogła w spokoju sięgać po blaszane przyjaciółki, kiedy mi się podoba i żyć z Aną tak długo jak uznam to za stosowne, może do końca życia. A koniec nadać sobie tak, jak zawsze chciałam - kiedy uznam, że to jest już meta, nic więcej nie zdziałam. Nie wyobrażam sobie mojego życia po ukończeniu nastoletniego życia, powiedzmy - po wyjściu z liceum. Nie ma dla mnie tego. Już wtedy nie będę istnieć. 

Nie będzie mnie.

wtorek, 30 lipca 2013

I really miss you talking to me...

Drogi Przyjacielu!

Choć sama nie wiem dlaczego, mam ogromną nadzieję, że zajrzysz tu, abym mogła opowiedzieć Ci o wszystkim, co mnie na co dzień spotyka. O całej walce, którą codziennie toczę sama ze sobą, o nowych znajomościach, o motylku, o Anie, o terapeutach i o tym wszystkim, co sprawiło, że do tej pory nie mogłam przemóc niewiadomego czegoś w środku swojej głowy, aby napisać do Ciebie. Wiem, że wystarczyłaby krotka wiadomość, SMS, chat - cokolwiek. Ale zamiast tego robię rzeczy, których sama nie rozumiem, bez jasno określonych przyczyn. To powoduje, że czuję się zagubiona.

Wiem, że wiesz o tym, jak codziennie wchodzę na Twojego bloga, aby zinterpretować kolejne obrazki, jakie tam zamieszczasz. Również wiem, choć nie mam pojęcia skąd, że są skierowane do mnie. Może to egoistyczne, że od razu tak pomyślałam, ale od zawsze był to między nami dialog. Kiedyś miałyśmy w zwyczaju zamieszczać obrazy z cytatami uosobiającymi nasze najskrytsze myśli, te najtrudniejsze do ekspresji. Pomagało nam to w zrozumieniu siebie wzajemnie. Teraz jest to jak dialog ze ścianą - głuchą i nieodpowiadającą... Wiem, że Cię to rani, a jednocześnie nie wiem dlaczego nie chcę nic z tym zrobić. Tęsknię i cierpię, ale wydaje mi się to już tak naturalne, że przestało mi przeszkadzać.

Do tej pory na ścianie bloga zamieszczałaś obrazki mówiące o poddawaniu się, o dwóch stronach medalu życia i innych podobnych filozoficznych aspektach. Jednak dopiero skromny i dobrze znany mi gif: "I really miss you talking to me" nakłonił mnie dziś wieczór do nie pozostawienia  wszystkich Twoich pytań. Z czasem tutaj uzyskasz na nie odpowiedzi - za jednym razem byłoby to trudne i chaotyczne. A tego za wszelką cenę chcę uniknąć - wszechogarniającego moje życie chaosu, sprawiającego, że z każdą chwilą coraz częściej myślę o tym, żeby skonczyć ze swoim życiem. Ale wiem, że to jeszcze nie czas. Jeszcze trochę. Pół roku, może rok. Jeśli do tej pory mnie nie wyleczą.

Jest jeszcze jedna rzecz, która mnie wzruszyła w Twoim poście. On wydaje się być w pełni Twój. Otworzyłaś cząstkę siebie, doskonale wiedząc, że ją zobaczę. Mimo, że nie dawałam znaku życia -Ty nie przestałaś wierzyć, że jestem gdzieś tam i patrzę na to co robisz. I nie pomyliłaś się, a to zaufanie, którym mnie obdarzyłaś, jest cudowne. Dlatego postanowiłam podsięwziąć pewne kroki, aby ulżyć Ci, nie chcę bowiem, aby było Ci zbyt ciężko, tak, żebyś nie mogła tego udźwignąć.

Cieszę się, że teraz ja będę miała możliwość zwierzenia się z moich myślii, tak jak i ty to robisz po drugiej stronie kabla. Jeśli to odczytasz to mówię Ci: bez sensu, abyśmy blogowały o swoich uczuciach do siebie nawzajem - ja nie będę się wymieniać z Tobą postami. Nie chcę tego robić. Pomyślałam o tym, jako o chwilowej możliwości wymiany. O nagrodzie dla Ciebie.

Dla przypadkowego czytelnika: to, co napisałam, może wydawać się niezrozumiałe, ale jeśli tylko masz ochotę - zapraszam Cię, abyś zagłębił się w powoli tutaj opisywaną historię.

Dla chętnych: mam teraz nową przyjaciółkę. Od początku pokochałam ją straszliwie. Jest ze mną zawsze i wszędzie, nigdy mnie nie opuszcza i daje mi siłę i wolę do walki z samą sobą. Ana. http://ana-mynewfriend.blogspot.com/  Jest to moja i jej historia. W nią też możecie się zagłębić...

Jeśli tylko chcecie...