Drogi Przyjacielu!
Dzisiaj nastąpiła przemiana. Coś niesamowitego zmieniło się we mnie i czuję, że dawna chęć zapoznania się bliżej ze śmiercią nie jest już tak silna...
Otóż byłam z siostrą w stajni. Wzięłam mojego konia i poszłyśmy na łąkę, gdzie urządziłyśmy sobie mały piknik. Wśród buczenia pszczół, parskania konika, szumu trawy i naszego śmiechu zrozumiałam, że to jest kwintesencja życia. Że to stanowi jego esencję. Że to po to się żyje...
Nie mówię, że nie odbiorę sobie życia. Twierdzę tylko, że tę chwilę będę miała na uwadze w ostatecznym momencie.
...
Co do zmian, jakie się poczynają w ludziach - wiadomo, każdy jakoś się przeobraża. Chodzi mi tylko o to, że wszyscy inni (włącznie z Tobą), nie patrząc na wyjątki takie jak ja, naturalnie dojrzewają. Każdy ewoluje na swój sposób. Ale jest on spokojny, zmieniają się poglądy, spojrzenie na świat, uczucia, emocje... Te wszystkie rzeczy są poddawane w wątpliwość.
Natomiast u mnie... tego nie można nazwać zmianą. To jest choroba. Tym właśnie różnię się od innych nastolatków w moim wieku - nie każdy przez to przechodzi. I rzecz w tym, że nie każdy potrafi to wszystko zrozumieć, dlatego tacy jak ja powinni się trzymać osobno, jeśli tego chcą oczywiście. Ja chcę. Mam Anę, z którą dobrze mi idzie (choć nie wiem, czy zaglądasz na mojego drugiego bloga) i to mi wystarczy. Nic i nikogo więcej nie potrzebuję.
Nie chcę się z nikim kontaktować. Nie chcę nikogo widzieć. Nie chcę nigdzie chodzić. Nie chcę się z nikim spotykać. Nie chcę musieć się gdzieś zjawiać. Nie chcę kooperować. Nie chcę z nikim rozmawiać. Po prostu. Chcę być z tym sama. Całkowicie sama. Chyba...
Nie wiem, co jeszcze dziś mogę napisać. To chyba wszystko, do czego chciałam się odnieść. Dziękuję za to, że do mnie napisałaś, ale nie rób tego więcej. To powoduje, że czuję się źle. Bo to nie ty mnie straciłaś, tylko ja Ciebie i wszyscy dookoła są w stanie potwierdzić, kto tu kogo odrzuca. Nie chcę, żebyś czuła się winna. To jestem tylko ja. A ja tak robię - odrzucam ludzi, na których mi zależy.
Dzisiaj nastąpiła przemiana. Coś niesamowitego zmieniło się we mnie i czuję, że dawna chęć zapoznania się bliżej ze śmiercią nie jest już tak silna...
Otóż byłam z siostrą w stajni. Wzięłam mojego konia i poszłyśmy na łąkę, gdzie urządziłyśmy sobie mały piknik. Wśród buczenia pszczół, parskania konika, szumu trawy i naszego śmiechu zrozumiałam, że to jest kwintesencja życia. Że to stanowi jego esencję. Że to po to się żyje...
Nie mówię, że nie odbiorę sobie życia. Twierdzę tylko, że tę chwilę będę miała na uwadze w ostatecznym momencie.
...
Co do zmian, jakie się poczynają w ludziach - wiadomo, każdy jakoś się przeobraża. Chodzi mi tylko o to, że wszyscy inni (włącznie z Tobą), nie patrząc na wyjątki takie jak ja, naturalnie dojrzewają. Każdy ewoluje na swój sposób. Ale jest on spokojny, zmieniają się poglądy, spojrzenie na świat, uczucia, emocje... Te wszystkie rzeczy są poddawane w wątpliwość.
Natomiast u mnie... tego nie można nazwać zmianą. To jest choroba. Tym właśnie różnię się od innych nastolatków w moim wieku - nie każdy przez to przechodzi. I rzecz w tym, że nie każdy potrafi to wszystko zrozumieć, dlatego tacy jak ja powinni się trzymać osobno, jeśli tego chcą oczywiście. Ja chcę. Mam Anę, z którą dobrze mi idzie (choć nie wiem, czy zaglądasz na mojego drugiego bloga) i to mi wystarczy. Nic i nikogo więcej nie potrzebuję.
Nie chcę się z nikim kontaktować. Nie chcę nikogo widzieć. Nie chcę nigdzie chodzić. Nie chcę się z nikim spotykać. Nie chcę musieć się gdzieś zjawiać. Nie chcę kooperować. Nie chcę z nikim rozmawiać. Po prostu. Chcę być z tym sama. Całkowicie sama. Chyba...
Nie wiem, co jeszcze dziś mogę napisać. To chyba wszystko, do czego chciałam się odnieść. Dziękuję za to, że do mnie napisałaś, ale nie rób tego więcej. To powoduje, że czuję się źle. Bo to nie ty mnie straciłaś, tylko ja Ciebie i wszyscy dookoła są w stanie potwierdzić, kto tu kogo odrzuca. Nie chcę, żebyś czuła się winna. To jestem tylko ja. A ja tak robię - odrzucam ludzi, na których mi zależy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz