środa, 28 sierpnia 2013

Jesteś wszędzie.

Dziś to zrozumiałam. Jesteś wszędzie.

Zrezygnowałam z głupiegu rozpoczęcia tego listu. Wydaje mi się to żałosne z mojej strony... Tak nagle.

Muszę o tym gdzieś napisać, bo mój umysł chce, a nie potrafi sobie tego przyswoić.

To nie do końca jest tak, że jak się bierze psychotropy, to wszystkie problemy znikają. Że nagle wszystko jest w porządku. Oczywiście - to poprawia humor. Przy rodzicach jestem całkowicie normalna, śmieję się, żartuję, FUNKCJONUJĘ - i chyba to jest cel tych tabletek. Ale mam jednocześnie dużo innych problemów. Jeszcze nie tak dawno (dwa tygodnie temu) byłam gotowa się zabić. Wpadłam w ruch pro Ana.

Mam koszmary. Senne. To skutek uboczny silnych leków. Wciąż coś mi się śni, a wszystko z tego wydaje się być metaforycznym odzwierciedleniem mnie i tego co się tam w środku dzieje. Pobyt w psychiatryku. Ucieczka z psychiatryka. Demolowanie stoisk w jakimś miasteczku. Publiczne kłótnie. Samobójstwo. Groźby. Ale też pierwszy dzień szkoły. Przebieranie w szatni na zajęcia sportowe. Omdlenia. "Koledzy i koleżanki z klasy". To wszystko przeżywam w nocy.

Jestem spaczona. To przykre.

Trudno. Niektóre rzeczy należy czasem spisać na straty. 

piątek, 16 sierpnia 2013

2 tygodnie.

Drogi Przyjacielu!

Wyjeżdżam. Mam przed sobą jeszcze 14 dni odpoczynku. Później zacznie się rok szkolny, a ja nie wiem co wtedy zrobię. Nie wiem czy to strach, niechęć, nienawiść? W każdym razie staram się skupić na tym, co czeka mnie na wyjeździe...

Dlatego nowe wpisy tutaj mogą pojawiać się rzadko, lub całkowicie znikną. Nie chcę wracać do tego myślami. Wybacz.

Może tak będzie lepiej. 

czwartek, 15 sierpnia 2013

Iskra...

Drogi Przyjacielu!

Dzisiaj nastąpiła przemiana. Coś niesamowitego zmieniło się we mnie i czuję, że dawna chęć zapoznania się bliżej ze śmiercią nie jest już tak silna...

Otóż byłam z siostrą w stajni. Wzięłam mojego konia i poszłyśmy na łąkę, gdzie urządziłyśmy sobie mały piknik. Wśród buczenia pszczół, parskania konika, szumu trawy i naszego śmiechu zrozumiałam, że to jest kwintesencja życia. Że to stanowi jego esencję. Że to po to się żyje...

Nie mówię, że nie odbiorę sobie życia. Twierdzę tylko, że tę chwilę będę miała na uwadze w ostatecznym momencie.

...

Co do zmian, jakie się poczynają w ludziach - wiadomo, każdy jakoś się przeobraża. Chodzi mi tylko o to, że wszyscy inni (włącznie z Tobą), nie patrząc na wyjątki takie jak ja, naturalnie dojrzewają. Każdy ewoluje na swój sposób. Ale jest on spokojny, zmieniają się poglądy, spojrzenie na świat, uczucia, emocje... Te wszystkie rzeczy są poddawane w wątpliwość.

Natomiast u mnie... tego nie można nazwać zmianą. To jest choroba. Tym właśnie różnię się od innych nastolatków w moim wieku - nie każdy przez to przechodzi. I rzecz w tym, że nie każdy potrafi to wszystko zrozumieć, dlatego tacy jak ja powinni się trzymać osobno, jeśli tego chcą oczywiście. Ja chcę. Mam Anę, z którą dobrze mi idzie (choć nie wiem, czy zaglądasz na mojego drugiego bloga) i to mi wystarczy. Nic i nikogo więcej nie potrzebuję.

Nie chcę się z nikim kontaktować. Nie chcę nikogo widzieć. Nie chcę nigdzie chodzić. Nie chcę się z nikim spotykać. Nie chcę musieć się gdzieś zjawiać. Nie chcę kooperować. Nie chcę z nikim rozmawiać. Po prostu. Chcę być z tym sama. Całkowicie sama. Chyba...

Nie wiem, co jeszcze dziś mogę napisać. To chyba wszystko, do czego chciałam się odnieść. Dziękuję za to, że do mnie napisałaś, ale nie rób tego więcej. To powoduje, że czuję się źle. Bo to nie ty mnie straciłaś, tylko ja Ciebie i wszyscy dookoła są w stanie potwierdzić, kto tu kogo odrzuca. Nie chcę, żebyś czuła się winna. To jestem tylko ja. A ja tak robię - odrzucam ludzi, na których mi zależy.

wtorek, 13 sierpnia 2013

Szkoła...

Drogi Przyjacielu!

Ostatnio jestem w takim nastroju więc napiszę coś o szkole. I moim nastawieniu do niej.

Boję się tego, co się stanie. Co nastąpi kiedy tam wrócę i będę musiała stanąć oko w oko z tymi wszystkimi ludźmi. Nie mam nic do nich personalnie, ale generalnie teraz nie mam zbyt wielu okazji do kooperacji z innymi - z nikim się nie spotykam, z nikim nie rozmawiam (prócz mojej rodziny), do nikogo nie dzwonię, ani nie piszę. Jedynym moim kontaktem ze światem są blogi. I tak jest mi najlepiej. Nie chcę i nie potrzebuję nikogo.

Zostanę wystawiona na ciężką próbę. Chciałabym, żeby w szkole nikt mnie nie dostrzegał. Żebym sobie mogła być ze swoimi problemami, sama, żeby nikt nie zadawał pytań o co chodzi, co się stało, jak było na wakacjach etc. Nie chcę tego. Bo boję się, że bańka, w której się schroniłam, bez dostępu do swoich uczuć w tym momencie pęknie. A ja tego nie wytrzymam.

Jestem dziwna. Na swój sposób zawsze byłam. Ale teraz uległo to zwielokrotnieniu. Dziwnie się zachowuję, robię dziwne rzeczy. Sama nawet tego nie rozumiem. Na pewno jednak zasługuje to na miano: dziwactwa.

Jest dodatkowy powód, dla którego chcę być sama. Tak długo, jak tylko ja będę w swoim wyimaginowanym świecie, będę miała poczucie, że jestem bezpieczna. Bo jeżeli tylko ja będę sobie w stanie pomóc, a nie zrobię tego (bo naturalnie nie chcę - Ana, te sprawy) to mogę to nazwać mianem szczęśliwego zakątka spokojnej myśli.

...

Boję się. Tak wielu rzeczy się boję. Bardzo chciałabym się tym z kimś podzielić, ale jednocześnie nie chcę aby ktokolwiek wiedział. To nielogiczne. Jestem nielogiczna. 

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Zakupy...

Drogi Przyjacielu! 

Dzisiaj byłam na zakupach. Szkolnych. Cóż za paradoks, skoro i tak nie mam poważniejszych planów na przyszłość. Ale zrobiłam je.

I jak wybierałam zeszyty, myślałam, który będzie do jakiego przedmiotu zrozumiałam, że...

Okay, nic nie zrozumiałam. Poczułam tylko, jak łzy wzbierają mi się w oczach. Tak, jak podczas czytania Twojego maila.

Dziękuję Ci za niego. Na pewno dobrze mi zrobiło inne spojrzenie na całą sytuację. Odwrócenie tego wszystkiego... Cieszę się również, że to nie było filozoficzne pieprzenie o bzdurach, czego nie lubię.

Ale przepraszam. Nie wiem, czy to jest wystarczająco, żebym zaprzestała jakichkolwiek planów.

Nie wiem nawet, co jeszcze chciałabym Ci przekazać... Że jest mi przykro, że to tak wszystko poukładałam? Że nigdy nie życzyłam Ci, żebyś musiała się użerać z kimś takim, ja? Że nie chcę, żebyś zepsuła sobie wakacje przez mnie? Że chcę, żebyś przestała się mną interesować? Może tak byłoby najlepiej...

Już sama nie wiem, do czego dążę... Czasem są chwile, kiedy napada mnie rozdzierająca serce tęsknota. Kiedy pragnę móc się z kimś podzielić całą sobą... A czasem jest mi dobrze w samotności, zamknięta, cicha, spokojna...

To tak, jakby dwie strony walczyły ze sobą. Tak też stwierdziła moja psychoterapeutka. Że teraz nic nie czuję. Wyłączyłam emocje. Bo wiem, że jak je dopuszczę do siebie to rozpadnę się na kawałki. A z drugiej strony te uczucia chcą dojść do głosu... To jest nie do zniesienia.

Teraz wiem jedno - nie chcę, żebyś przeze mnie czuła się nieszczęśliwa. Nie jestem tą osobą, którą poznałaś dwa lata temu. Zmieniłam się, w zbyt dużym stopniu, aby móc mnie uznać za tę samą, co wtedy jednostkę. Czasem trzeba po prostu zrozumieć to i pozwolić odejść. Może dla Ciebie nadszedł taki właśnie czas pożegnania? Pomyśl nad tym - obu nam byłoby lepiej.

Jestem jak dziecko z autyzmem. Siedzę w swoim własnym świecie tęsknoty, pustki, krótkich chwil radości, samotności, głodu i odchudzania, dążenia do perfekcji (dla niektórych uznanej za chorobliwą) i ciągłego liczenia kalorii, ważenia się etc. To jest teraz moja planeta. Dość często właśnie tam czuję  się najlepiej. Może tak powinno być zawsze.

To śmieszne - kiedyś moim celem było dojście do wagi 48 kg. Teraz jestem w drodze, ale do wagi o 10 kilo mniejszej.

Nie wiem, co tym postem chciałam Ci przekazać. Jaki był mój zamiar. Ale i tak co za różnica.

Sama nie chcę siebie znać i nic tego nie jest w stanie zmienić. Nawet leki.

Mam po prostu jedną radę. Daj spokój. Po prostu uznaj to za rozdział zamknięty, gdzieś w samej sobie wyrzuć kłódkę za siebie. Zobaczymy. Może wtedy będzie nam lepiej.

A może sama nie wierzę już w to, co piszę... 

piątek, 9 sierpnia 2013

Jestem gotowa.

Drogi Przyjacielu!

Nie chcę, żeby to był kolejny ponury list. Ten ma być radosny.

Dzisiaj był cudowny, wielki dzień! Wróciłam do dawnych czasów - te poddenerwowane kroki, ciut adrenaliny i pytanie w kiosku (niby nonszalanckim tonem): Czy kupię u Pani żyletki? I ulga, bo tak. Mam je ze sobą i czuję się bezpieczna oraz szczęśliwa. Dzięki temu wiem, że za każdym razem, gdy będę tego potrzebować - one będą ze mną.

A mogę tego potrzebować dość często.

xoxo

Everyone's needs.

Drogi Przyjacielu! 

Doszłam do konkluzji. W życiu czasem trzeba być samolubnym. Gdyby się patrzyło na needs of everyone, czyli potrzeby każdego wokół nas, to moglibyśmy nigdy nie zaznać szczęścia. Nie można przecież pozwolić, aby innych zadowolenie było przyczyną naszej wiecznej niedoli, czyż nie?

Zdaję sobie sprawę, że moje ostatnie posty na tym blogu były posępne i smutne, trochę desperackie. Teraz może uda mi się odmienić tę złą passę i pokazać inną twarz?

Pozostali przestali mnie interesować. Nie jestem wrażliwa. Jestem egoistyczna i samolubna. Patrzę na siebie - na to żeby schudnąć, żeby dobrze wyglądać i robić to, co mi się żywnie podoba. Nic nie poradzę na to, że nie chcę swojego zdrowia psychicznego - doszłam do tego, że gdyby mi bardziej zależało na innych, to może moja motywacja byłaby dużo większa. A teraz - nie mam żadnej, więc to chyba o czymś świadczy.

Jeśli chodzi o samobójstwo - to moja sprawa. Inni sobie z tym poradzą. Nikt w szkole nawet by nie wiedział, bo nikogo to nie interesuje. Pojedyncze osoby - dwa dni się posmucą, założą czarne spodnie i zapomną. Taka jest kolej rzeczy. A ja sobie ulżę. Mnie wtedy będzie lepiej. A pozostałym również - beze mnie.

Na razie nie mam tego w planach na następne dwa tygodnie - w końcu niedługo wyjeżdżam i znowu zaczęłam chudnąć. Mam cel.
Nikt nie powiedział, że to zrobię już teraz, już niedługo. Na razie bez takich - żyję sobie swoim głodowym życiem i nikt nie może mi tego zabronić.

...

Nie chcę wracać do szkoły. Nie z powodu nauki tylko całej otoczki - spotykania się z ludźmi, rozmawiania, uśmiechania się... To jest męczące. Nie chcę tego straszliwie. Gdyby była możliwość założenia niewidzialnej peleryny, żeby mnie WSZYSCY zostawili w spokoju - byłabym najszczęśliwsza. Bez zbędnych pytań i odpowiedzi, udawania, tłumaczenia się, ukrywania, zamykania w sobie... To bez sensu. Ale może... może wcale nie jest mi dane ukończyć 3 klasę...

Aby przekonać się, co przyniesie przyszłość należy ją przeżyć. I niech każdy zrobi to na swój sposób.


środa, 7 sierpnia 2013

Krótko o postanowieniu.

Drogi Przyjacielu! 

Naszła mnie wena, więc napiszę krótko - już wiem! Wiem kiedy i jak. Jak to zrobię.

Moja mama jest coraz bardziej podejrzliwa (generalnie trudno ją za to winić). Jeśli postanowią mnie zapakować do psychiatryka i zabronią odchudzania się (już tam, na miejscu) to w przeddzień "otworzę sobie żyły", jak mawiał Petroniusz w Quo Vadis. Nikt nie będzie wiedział, a ja w wannie cichutko sobie zasnę. Nie ma mowy przecież żebym dalej tak żyła - w poczuciu beznadziejności, z zatraconym sensem istnienia...

Cieszę się. Że to napisałam i że już wiem.

Zastanawiam się, czy zostawię im list. Rodzicom. Zobaczę. Gdyby co - będę miała go w pogotowiu.

Nie martw się tylko. Wszystko jest w jak najlepszym porządku.
Całuję. 

...

Drogi Przyjacielu! 

Miałam kilka dni przerwy, za które bardzo Cię przepraszam, bo wiem (poniekąd z własnego doświadczenia), że nie ma nic gorszego niż czekanie na coś, co szybko nie następuje...

Już sama się zatraciłam w tym, po co mi to wszystko. Po co jest mi ten cały głupi blog, na którego i tak nikt nie zagląda, a ja tracę tylko czas wypluwając z siebie bezsensowne zdania? Nie potrafię ponownie odnaleźć w tym celu... Jeśli będę pisała rzadziej - nie gniewaj się. ani nie bądź rozczarowana. To nic personalnego.

Mam teraz trochę nowych problemów. Generalnie tak, jak na początku Ana dawała mi radość i szczęście, teraz przerodziło się to w ogromną nienawiść. Do samej siebie. Do swojego ciała.
Stwierdziłam, że jestem beznadziejna. Nie potrafię nic zrobić dobrze, wciąż coś zawalam i tak naprawdę straciłam sens tego, że istnieję. Dlatego gdzieś w środku przesunęłam datę końca. To nie może być za pół roku. Nie wytrzymam.

Ale wiem, że jeszcze nie teraz, nie dzisiaj i nie jutro. Jeszcze chcę zobaczyć, co przyniesie kolejny dzień i czy będzie to spadek wagi. Nie wiem, jak długo będę potrafiła się łudzić i żyć nadzieję na sukces, a kiedy po prostu się poddam. Ale jednego jestem pewna - kiedy się poddam, nie zawaham się ani sekundy. Moje życie i moje warunki, jak je skończę.

Ale to są na razie przyszłościowe rozmyślania. W końcu każdy musi mieć jakieś plany, nie? Na pewno to nie powód do zmartwień - jeszcze trochę się przemęczę. Przynajmniej spróbuję.

Jakiś ponury ten "list". Nie chcę być ponura. Tak jak nie chcę być gruba. Ostatnio to zdanie powtarzałam sobie na głos przez kilka godzin w nocy - i pomogło! Teraz nawet nie spoglądam na coś, co ma jakiekolwiek kalorie w sobie. Chyba, że matka każe mi to zjeść. Na szczęście to się zdarza rzadko. teraz mam nieco większy wpływ na ilość. Myślę, że dziennie mieszczę się w 800 kcal. Czasem może mniej. To prawie połowa tego, co powinnam organizmowi dostarczać. Ale w końcu chcę, żeby głupie ciało chudło. Nie ma innego wyjścia.

Ale nie chcę żeby ktoś pomyślał, że mam anoreksję! Nie! Moja psychoterapeutka też tak twierdzi i w ogóle nie przyjmuje do wiadomości moich argumentów, twierdząc, że próbuję ją zmanipulować:
1. Czy ja do cholery wyglądam, jak anorektyczka? NIE. Jestem obleśna, mam grube ramiona, okropne uda, które się na górze obleśnie łączą  i brak talii. To mi bardziej pachnie wagą w normie niż niedowagą...

2. Nikt nie chce być chory - ja też nie. Świadomie nie skazałabym siebie na chorobę.

3. Jeżeli już ktoś jest chory to zdaje sobie z tego sprawę, bo to czuje - ja nie mam tego poczucia. Tyle.

To bardziej styl życia, więc ciężko jest zalecić - dziewczyno, lecz się.

Ale trochę za daleko poszłam w tych rozważaniach, bo zaczęłam prawić o anoreksji. A chciałam Ci opowiedzieć o czymś innym.

O kolejnym powodzie samobójstwa.

Przedwczoraj w nocy miałam koszmar. Słyszałam, że sny, odpowiednio zinterpretowane, są odzwierciedleniem tego, co dzieje się w naszym mózgu. W związku tym to, co ja zobaczyłam było straszne.

Pierwszy obraz - 2 września, spotkanie po miesiącu z chłopakiem - uściski, pocałunki - słowem, wielka miłość.
Drugi obraz - jadę do stajni swoim samochodem, zatrzymuję się na stacji benzynowej. Widzę mojego chłopaka z kolegą, jak wysiadają z auta na przeciwko. Wyciągają pistolety i naciągają kominiarki na twarz - zbliża się napad. Proszę ich, żebym mogła odjechać, bo nie chcę się w to mieszać. Mój chłopak mi nie pozwala.
Trzeci obraz - Generalnie nie widzę całej akcji napadu. W tym momencie jestem sam na sam z nim i jego kolegą. To jeden ze starszych o rok chłopaków z naszego gimnazjum. Ma kamerę.
Mój chłopak grozi mi pistoletem, zostaję postrzelona, niegroźnie. Każe mi się rozebrać, co jest skrzętnie nagrywane przez rechoczącego się kumpla. Stoję naga na śniegu, po policzkach płyną mi łzy, próbuję się jakoś zakryć. Uczucie wstydu i upokorzenia jest wręcz namacalne. Długo po przebudzeniu jeszcze je czuję. Ostatnie o co mój chłopak mnie prosi to to, bym rozpuściła włosy.
Potem podchodzi do mnie, obejmuje i szepcze: Miłych wakacji, kotku. Wyrywam się.
Pięty obraz - Płaczę. Zalewam się łzami i nie potrafię powstrzymać napływających wspomnień z ostatniego przeżycia.
Szósty, zarazem najmocniejszy, jaki zarejestrowałam - w swoim pokoju wieszam się.

Naiwność, rozczarowanie, wstyd, upokorzenie, depresja, załamanie, łzy, samobójstwo...

sobota, 3 sierpnia 2013

Trudno ująć w słowa...

Drogi Przyjacielu!

Czy już Ci mówiłam, że nie wyobrażam sobie swojego życia za rok/dwa? Nie mam pojęcia jak to wtedy będzie wyglądać i podjęłam decyzję - kiedy przyjdzie czas zrobię to bez wahania. Zakończę swoje życie na własnych warunkach.

Nie wiem, czemu Ci o tym napisałam. Chyba wiele chciałabym móc Ci przekazać, ale te wszystkie uczucia jest trudno ująć w słowa. Tego jest za dużo jak na jedną osobę. Jestem tym już trochę zmęczona. Gdyby nie to, że mam cel - schudnąć, bo chcę być piękna (pierwszy raz w życiu) to pewnie zrobiłabym to już teraz.

Nic mnie nie powstrzymuje. Wszystko na czym mi zależy po prostu nie działa. Rodzina, Orkis... życie... to nie jest dla mnie żaden argument... Dlaczego?

Co się ze mną stało?

Nie wiem już sama, co robię. Dlaczego podejmuję takie, a nie inne decyzje, dlaczego się nie odzywam do osób dawniej mi bliskich, dlaczego robię rzeczy, których teraz żałuję, jak kontakty z niesprawdzonym dilerem, oszukującym ludzi, lub strata dziewictwa.

Dla mnie po prostu świat i życie nie istnieje.

Co przez ten czas się jeszcze wydarzyło? Nie wiem. Ciężko jest wszystko podsumować. Mam problem z pozbieraniem myśli, kiedy tu piszę i kiedy się nad tym zastanawiam. Nie chcę już swojej szansy. Dla mnie nie ma przyszłości, więc po prostu myślę, że łatwiej będzie zaakceptować teraźniejsze plany - być super chudą i piękną. Gdy się na tym skupiam - jest lepiej.

Jest lepiej. 

czwartek, 1 sierpnia 2013

Cieszę się, że jesteś.

Drogi Przyjacielu!

Wiedziałam, że tu będziesz. Że nie pomyliłam się.

Wiele rzeczy się zmieniło - teraz już wiesz. Niestety nic już nie będzie takie jak dawniej. Przede wszystkim we mnie poczyniła się ogromna zmiana. Nie wiem, czy do zaakceptowania Jestem po prostu inna, ciężko to zdefiniować dokładniej. Myślę o samobójstwie, samookalecza -m/-łam się, wpadam w anoreksję, biorę leki na depresję, rozpoczęłam leczenie. Tak teraz wygląda mój świat. Czy tego chcę, czy nie.

Terapeutka twierdzi, że jest we mnie smutek. Że gdzieś pod manipulacją innymi (co robię nagminnie) i maską, są uczucia. Cierpienie, ból, łzy. A ja podświadomie nie chcę, żeby to zobaczyło światło dzienne. Rozpadnę się wtedy na kawałki - tak jej powiedziałam. A ona na to: Jest to najlepszy dowód na to, że czujesz.

Podobno jest we mnie również niewysłowiona tęsknota. Może. Ale piszę to po to, żeby dać innym nadzieję. Że może gdzieś tam głęboko jest jakaś cząstka, która faktycznie chce być zdrowa i wytrwa w postanowieniach. Ale na razie zostałam niemalże całkowicie zdominowana przez partię bez planów na przyszłość.

Dla mnie przyszłości nie ma.

Teraz, gdy wiem, że ty to wszystko czytasz, że każde słowo analizujesz - jest mi ciężej. Sama nie wiem dlaczego. Jak to się stało, że tyle między nami popsułam? Że tak wiele zaprzepaściłam, bez żadnego jasnego powodu?

I dlaczego nagle zaczęłam się nad tym zastanawiać? To chyba ta dzisiejsza psychoterapia. Rozpoczęła się seria odkryć o mnie samej. Te odkrycia są najgorsze. Nigdy nie możesz przewidzieć, czego się dowiesz. To jak pierwsze wejście na tego bloga. Wpadasz w nieznany sobie świat informacji i wiadomości o kimś. To zaczyna Cię przytłaczać. Ale należy wytrwać.

Podobno.