Drogi przyjacielu!
Naprawdę ciężko jest znaleźć słowa wyjaśnień w trudnych sytuacjach. Kiedy wiesz, że Twoje zachowanie kogoś zawiodło, że to kogoś rozczarowało, że nie spełniłeś oczekiwań... Lub w momencie, kiedy sam nie rozumiesz, po co to wszystko, jaki to ma sens, skoro sprawia Ci cierpienie, skoro powoduje że cierpisz... Właśnie ja mam taką sytuację. Nie chciałam żebyś poczuła się odrzucona, czy niechciana. Ale też nie wiem czemu się nie odezwałam i nie dałam znaku życia.
Może tego życia już we mnie nie ma. Bo jest naprawdę źle - dużo gorzej niż kiedykolwiek ze mną było. Biorę leki - twierdzą, że powinny działać. Ale nie działają, albo udaję przed innymi, że działają. Bo chciałabym, żeby wszyscy o tym zapomnieli. Żebym mogła żyć normalnie. Przed rodziną, chłopakiem, przyjaciółką i resztą otoczenia. I żebym mogła robić co tylko mi się podoba i dalej to ukrywać. Tylko dla siebie i dla Any. Bo nikogo więcej do poznania moich sekretów nie potrzebuję.
Dlatego myślę, że popełniłam duży błąd. Wtedy chciałam jakoś zrozumieć siebie i w tym ogromnym bałaganie własnych myśli czułam się potwornie zagubiona, ale teraz wiem, że nigdy nie zrobiłabym tego drugi raz. Nie usiadłabym na przeciwko mamy i nie opowiedziała jej od początku o wszystkich moich problemach. Nie słyszałabym jej słów zdziwienia, nie widziałabym oczu pełnych niedowierzania, a potem płaczu w nocy, stłumionego przez drzwi i ściany. Nie chciałam tego, ale do tego doprowadziłam. Nie wiem po co. Nie wiem do końca nawet jak.
Teraz wolałabym, żeby to wszystko się nie wydarzyło. Żebym mogła w spokoju sięgać po blaszane przyjaciółki, kiedy mi się podoba i żyć z Aną tak długo jak uznam to za stosowne, może do końca życia. A koniec nadać sobie tak, jak zawsze chciałam - kiedy uznam, że to jest już meta, nic więcej nie zdziałam. Nie wyobrażam sobie mojego życia po ukończeniu nastoletniego życia, powiedzmy - po wyjściu z liceum. Nie ma dla mnie tego. Już wtedy nie będę istnieć.
Nie będzie mnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz