Drogi Przyjacielu!
Choć sama nie wiem dlaczego, mam ogromną nadzieję, że zajrzysz tu, abym mogła opowiedzieć Ci o wszystkim, co mnie na co dzień spotyka. O całej walce, którą codziennie toczę sama ze sobą, o nowych znajomościach, o motylku, o Anie, o terapeutach i o tym wszystkim, co sprawiło, że do tej pory nie mogłam przemóc niewiadomego czegoś w środku swojej głowy, aby napisać do Ciebie. Wiem, że wystarczyłaby krotka wiadomość, SMS, chat - cokolwiek. Ale zamiast tego robię rzeczy, których sama nie rozumiem, bez jasno określonych przyczyn. To powoduje, że czuję się zagubiona.
Wiem, że wiesz o tym, jak codziennie wchodzę na Twojego bloga, aby zinterpretować kolejne obrazki, jakie tam zamieszczasz. Również wiem, choć nie mam pojęcia skąd, że są skierowane do mnie. Może to egoistyczne, że od razu tak pomyślałam, ale od zawsze był to między nami dialog. Kiedyś miałyśmy w zwyczaju zamieszczać obrazy z cytatami uosobiającymi nasze najskrytsze myśli, te najtrudniejsze do ekspresji. Pomagało nam to w zrozumieniu siebie wzajemnie. Teraz jest to jak dialog ze ścianą - głuchą i nieodpowiadającą... Wiem, że Cię to rani, a jednocześnie nie wiem dlaczego nie chcę nic z tym zrobić. Tęsknię i cierpię, ale wydaje mi się to już tak naturalne, że przestało mi przeszkadzać.
Do tej pory na ścianie bloga zamieszczałaś obrazki mówiące o poddawaniu się, o dwóch stronach medalu życia i innych podobnych filozoficznych aspektach. Jednak dopiero skromny i dobrze znany mi gif: "I really miss you talking to me" nakłonił mnie dziś wieczór do nie pozostawienia wszystkich Twoich pytań. Z czasem tutaj uzyskasz na nie odpowiedzi - za jednym razem byłoby to trudne i chaotyczne. A tego za wszelką cenę chcę uniknąć - wszechogarniającego moje życie chaosu, sprawiającego, że z każdą chwilą coraz częściej myślę o tym, żeby skonczyć ze swoim życiem. Ale wiem, że to jeszcze nie czas. Jeszcze trochę. Pół roku, może rok. Jeśli do tej pory mnie nie wyleczą.
Jest jeszcze jedna rzecz, która mnie wzruszyła w Twoim poście. On wydaje się być w pełni Twój. Otworzyłaś cząstkę siebie, doskonale wiedząc, że ją zobaczę. Mimo, że nie dawałam znaku życia -Ty nie przestałaś wierzyć, że jestem gdzieś tam i patrzę na to co robisz. I nie pomyliłaś się, a to zaufanie, którym mnie obdarzyłaś, jest cudowne. Dlatego postanowiłam podsięwziąć pewne kroki, aby ulżyć Ci, nie chcę bowiem, aby było Ci zbyt ciężko, tak, żebyś nie mogła tego udźwignąć.
Cieszę się, że teraz ja będę miała możliwość zwierzenia się z moich myślii, tak jak i ty to robisz po drugiej stronie kabla. Jeśli to odczytasz to mówię Ci: bez sensu, abyśmy blogowały o swoich uczuciach do siebie nawzajem - ja nie będę się wymieniać z Tobą postami. Nie chcę tego robić. Pomyślałam o tym, jako o chwilowej możliwości wymiany. O nagrodzie dla Ciebie.
Dla przypadkowego czytelnika: to, co napisałam, może wydawać się niezrozumiałe, ale jeśli tylko masz ochotę - zapraszam Cię, abyś zagłębił się w powoli tutaj opisywaną historię.
Dla chętnych: mam teraz nową przyjaciółkę. Od początku pokochałam ją straszliwie. Jest ze mną zawsze i wszędzie, nigdy mnie nie opuszcza i daje mi siłę i wolę do walki z samą sobą. Ana. http://ana-mynewfriend.blogspot.com/ Jest to moja i jej historia. W nią też możecie się zagłębić...
Jeśli tylko chcecie...
Choć sama nie wiem dlaczego, mam ogromną nadzieję, że zajrzysz tu, abym mogła opowiedzieć Ci o wszystkim, co mnie na co dzień spotyka. O całej walce, którą codziennie toczę sama ze sobą, o nowych znajomościach, o motylku, o Anie, o terapeutach i o tym wszystkim, co sprawiło, że do tej pory nie mogłam przemóc niewiadomego czegoś w środku swojej głowy, aby napisać do Ciebie. Wiem, że wystarczyłaby krotka wiadomość, SMS, chat - cokolwiek. Ale zamiast tego robię rzeczy, których sama nie rozumiem, bez jasno określonych przyczyn. To powoduje, że czuję się zagubiona.
Wiem, że wiesz o tym, jak codziennie wchodzę na Twojego bloga, aby zinterpretować kolejne obrazki, jakie tam zamieszczasz. Również wiem, choć nie mam pojęcia skąd, że są skierowane do mnie. Może to egoistyczne, że od razu tak pomyślałam, ale od zawsze był to między nami dialog. Kiedyś miałyśmy w zwyczaju zamieszczać obrazy z cytatami uosobiającymi nasze najskrytsze myśli, te najtrudniejsze do ekspresji. Pomagało nam to w zrozumieniu siebie wzajemnie. Teraz jest to jak dialog ze ścianą - głuchą i nieodpowiadającą... Wiem, że Cię to rani, a jednocześnie nie wiem dlaczego nie chcę nic z tym zrobić. Tęsknię i cierpię, ale wydaje mi się to już tak naturalne, że przestało mi przeszkadzać.
Do tej pory na ścianie bloga zamieszczałaś obrazki mówiące o poddawaniu się, o dwóch stronach medalu życia i innych podobnych filozoficznych aspektach. Jednak dopiero skromny i dobrze znany mi gif: "I really miss you talking to me" nakłonił mnie dziś wieczór do nie pozostawienia wszystkich Twoich pytań. Z czasem tutaj uzyskasz na nie odpowiedzi - za jednym razem byłoby to trudne i chaotyczne. A tego za wszelką cenę chcę uniknąć - wszechogarniającego moje życie chaosu, sprawiającego, że z każdą chwilą coraz częściej myślę o tym, żeby skonczyć ze swoim życiem. Ale wiem, że to jeszcze nie czas. Jeszcze trochę. Pół roku, może rok. Jeśli do tej pory mnie nie wyleczą.
Jest jeszcze jedna rzecz, która mnie wzruszyła w Twoim poście. On wydaje się być w pełni Twój. Otworzyłaś cząstkę siebie, doskonale wiedząc, że ją zobaczę. Mimo, że nie dawałam znaku życia -Ty nie przestałaś wierzyć, że jestem gdzieś tam i patrzę na to co robisz. I nie pomyliłaś się, a to zaufanie, którym mnie obdarzyłaś, jest cudowne. Dlatego postanowiłam podsięwziąć pewne kroki, aby ulżyć Ci, nie chcę bowiem, aby było Ci zbyt ciężko, tak, żebyś nie mogła tego udźwignąć.
Cieszę się, że teraz ja będę miała możliwość zwierzenia się z moich myślii, tak jak i ty to robisz po drugiej stronie kabla. Jeśli to odczytasz to mówię Ci: bez sensu, abyśmy blogowały o swoich uczuciach do siebie nawzajem - ja nie będę się wymieniać z Tobą postami. Nie chcę tego robić. Pomyślałam o tym, jako o chwilowej możliwości wymiany. O nagrodzie dla Ciebie.
Dla przypadkowego czytelnika: to, co napisałam, może wydawać się niezrozumiałe, ale jeśli tylko masz ochotę - zapraszam Cię, abyś zagłębił się w powoli tutaj opisywaną historię.
Dla chętnych: mam teraz nową przyjaciółkę. Od początku pokochałam ją straszliwie. Jest ze mną zawsze i wszędzie, nigdy mnie nie opuszcza i daje mi siłę i wolę do walki z samą sobą. Ana. http://ana-mynewfriend.blogspot.com/ Jest to moja i jej historia. W nią też możecie się zagłębić...
Jeśli tylko chcecie...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz