Drogi Przyjacielu!
Dzisiaj byłam na zakupach. Szkolnych. Cóż za paradoks, skoro i tak nie mam poważniejszych planów na przyszłość. Ale zrobiłam je.
I jak wybierałam zeszyty, myślałam, który będzie do jakiego przedmiotu zrozumiałam, że...
Okay, nic nie zrozumiałam. Poczułam tylko, jak łzy wzbierają mi się w oczach. Tak, jak podczas czytania Twojego maila.
Dziękuję Ci za niego. Na pewno dobrze mi zrobiło inne spojrzenie na całą sytuację. Odwrócenie tego wszystkiego... Cieszę się również, że to nie było filozoficzne pieprzenie o bzdurach, czego nie lubię.
Ale przepraszam. Nie wiem, czy to jest wystarczająco, żebym zaprzestała jakichkolwiek planów.
Nie wiem nawet, co jeszcze chciałabym Ci przekazać... Że jest mi przykro, że to tak wszystko poukładałam? Że nigdy nie życzyłam Ci, żebyś musiała się użerać z kimś takim, ja? Że nie chcę, żebyś zepsuła sobie wakacje przez mnie? Że chcę, żebyś przestała się mną interesować? Może tak byłoby najlepiej...
Już sama nie wiem, do czego dążę... Czasem są chwile, kiedy napada mnie rozdzierająca serce tęsknota. Kiedy pragnę móc się z kimś podzielić całą sobą... A czasem jest mi dobrze w samotności, zamknięta, cicha, spokojna...
To tak, jakby dwie strony walczyły ze sobą. Tak też stwierdziła moja psychoterapeutka. Że teraz nic nie czuję. Wyłączyłam emocje. Bo wiem, że jak je dopuszczę do siebie to rozpadnę się na kawałki. A z drugiej strony te uczucia chcą dojść do głosu... To jest nie do zniesienia.
Teraz wiem jedno - nie chcę, żebyś przeze mnie czuła się nieszczęśliwa. Nie jestem tą osobą, którą poznałaś dwa lata temu. Zmieniłam się, w zbyt dużym stopniu, aby móc mnie uznać za tę samą, co wtedy jednostkę. Czasem trzeba po prostu zrozumieć to i pozwolić odejść. Może dla Ciebie nadszedł taki właśnie czas pożegnania? Pomyśl nad tym - obu nam byłoby lepiej.
Jestem jak dziecko z autyzmem. Siedzę w swoim własnym świecie tęsknoty, pustki, krótkich chwil radości, samotności, głodu i odchudzania, dążenia do perfekcji (dla niektórych uznanej za chorobliwą) i ciągłego liczenia kalorii, ważenia się etc. To jest teraz moja planeta. Dość często właśnie tam czuję się najlepiej. Może tak powinno być zawsze.
To śmieszne - kiedyś moim celem było dojście do wagi 48 kg. Teraz jestem w drodze, ale do wagi o 10 kilo mniejszej.
Nie wiem, co tym postem chciałam Ci przekazać. Jaki był mój zamiar. Ale i tak co za różnica.
Sama nie chcę siebie znać i nic tego nie jest w stanie zmienić. Nawet leki.
Mam po prostu jedną radę. Daj spokój. Po prostu uznaj to za rozdział zamknięty, gdzieś w samej sobie wyrzuć kłódkę za siebie. Zobaczymy. Może wtedy będzie nam lepiej.
A może sama nie wierzę już w to, co piszę...
Dzisiaj byłam na zakupach. Szkolnych. Cóż za paradoks, skoro i tak nie mam poważniejszych planów na przyszłość. Ale zrobiłam je.
I jak wybierałam zeszyty, myślałam, który będzie do jakiego przedmiotu zrozumiałam, że...
Okay, nic nie zrozumiałam. Poczułam tylko, jak łzy wzbierają mi się w oczach. Tak, jak podczas czytania Twojego maila.
Dziękuję Ci za niego. Na pewno dobrze mi zrobiło inne spojrzenie na całą sytuację. Odwrócenie tego wszystkiego... Cieszę się również, że to nie było filozoficzne pieprzenie o bzdurach, czego nie lubię.
Ale przepraszam. Nie wiem, czy to jest wystarczająco, żebym zaprzestała jakichkolwiek planów.
Nie wiem nawet, co jeszcze chciałabym Ci przekazać... Że jest mi przykro, że to tak wszystko poukładałam? Że nigdy nie życzyłam Ci, żebyś musiała się użerać z kimś takim, ja? Że nie chcę, żebyś zepsuła sobie wakacje przez mnie? Że chcę, żebyś przestała się mną interesować? Może tak byłoby najlepiej...
Już sama nie wiem, do czego dążę... Czasem są chwile, kiedy napada mnie rozdzierająca serce tęsknota. Kiedy pragnę móc się z kimś podzielić całą sobą... A czasem jest mi dobrze w samotności, zamknięta, cicha, spokojna...
To tak, jakby dwie strony walczyły ze sobą. Tak też stwierdziła moja psychoterapeutka. Że teraz nic nie czuję. Wyłączyłam emocje. Bo wiem, że jak je dopuszczę do siebie to rozpadnę się na kawałki. A z drugiej strony te uczucia chcą dojść do głosu... To jest nie do zniesienia.
Teraz wiem jedno - nie chcę, żebyś przeze mnie czuła się nieszczęśliwa. Nie jestem tą osobą, którą poznałaś dwa lata temu. Zmieniłam się, w zbyt dużym stopniu, aby móc mnie uznać za tę samą, co wtedy jednostkę. Czasem trzeba po prostu zrozumieć to i pozwolić odejść. Może dla Ciebie nadszedł taki właśnie czas pożegnania? Pomyśl nad tym - obu nam byłoby lepiej.
Jestem jak dziecko z autyzmem. Siedzę w swoim własnym świecie tęsknoty, pustki, krótkich chwil radości, samotności, głodu i odchudzania, dążenia do perfekcji (dla niektórych uznanej za chorobliwą) i ciągłego liczenia kalorii, ważenia się etc. To jest teraz moja planeta. Dość często właśnie tam czuję się najlepiej. Może tak powinno być zawsze.
To śmieszne - kiedyś moim celem było dojście do wagi 48 kg. Teraz jestem w drodze, ale do wagi o 10 kilo mniejszej.
Nie wiem, co tym postem chciałam Ci przekazać. Jaki był mój zamiar. Ale i tak co za różnica.
Sama nie chcę siebie znać i nic tego nie jest w stanie zmienić. Nawet leki.
Mam po prostu jedną radę. Daj spokój. Po prostu uznaj to za rozdział zamknięty, gdzieś w samej sobie wyrzuć kłódkę za siebie. Zobaczymy. Może wtedy będzie nam lepiej.
A może sama nie wierzę już w to, co piszę...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz