Drogi Przyjacielu!
Wiedziałam, że tu będziesz. Że nie pomyliłam się.
Wiele rzeczy się zmieniło - teraz już wiesz. Niestety nic już nie będzie takie jak dawniej. Przede wszystkim we mnie poczyniła się ogromna zmiana. Nie wiem, czy do zaakceptowania Jestem po prostu inna, ciężko to zdefiniować dokładniej. Myślę o samobójstwie, samookalecza -m/-łam się, wpadam w anoreksję, biorę leki na depresję, rozpoczęłam leczenie. Tak teraz wygląda mój świat. Czy tego chcę, czy nie.
Terapeutka twierdzi, że jest we mnie smutek. Że gdzieś pod manipulacją innymi (co robię nagminnie) i maską, są uczucia. Cierpienie, ból, łzy. A ja podświadomie nie chcę, żeby to zobaczyło światło dzienne. Rozpadnę się wtedy na kawałki - tak jej powiedziałam. A ona na to: Jest to najlepszy dowód na to, że czujesz.
Podobno jest we mnie również niewysłowiona tęsknota. Może. Ale piszę to po to, żeby dać innym nadzieję. Że może gdzieś tam głęboko jest jakaś cząstka, która faktycznie chce być zdrowa i wytrwa w postanowieniach. Ale na razie zostałam niemalże całkowicie zdominowana przez partię bez planów na przyszłość.
Dla mnie przyszłości nie ma.
Teraz, gdy wiem, że ty to wszystko czytasz, że każde słowo analizujesz - jest mi ciężej. Sama nie wiem dlaczego. Jak to się stało, że tyle między nami popsułam? Że tak wiele zaprzepaściłam, bez żadnego jasnego powodu?
I dlaczego nagle zaczęłam się nad tym zastanawiać? To chyba ta dzisiejsza psychoterapia. Rozpoczęła się seria odkryć o mnie samej. Te odkrycia są najgorsze. Nigdy nie możesz przewidzieć, czego się dowiesz. To jak pierwsze wejście na tego bloga. Wpadasz w nieznany sobie świat informacji i wiadomości o kimś. To zaczyna Cię przytłaczać. Ale należy wytrwać.
Podobno.
Wiedziałam, że tu będziesz. Że nie pomyliłam się.
Wiele rzeczy się zmieniło - teraz już wiesz. Niestety nic już nie będzie takie jak dawniej. Przede wszystkim we mnie poczyniła się ogromna zmiana. Nie wiem, czy do zaakceptowania Jestem po prostu inna, ciężko to zdefiniować dokładniej. Myślę o samobójstwie, samookalecza -m/-łam się, wpadam w anoreksję, biorę leki na depresję, rozpoczęłam leczenie. Tak teraz wygląda mój świat. Czy tego chcę, czy nie.
Terapeutka twierdzi, że jest we mnie smutek. Że gdzieś pod manipulacją innymi (co robię nagminnie) i maską, są uczucia. Cierpienie, ból, łzy. A ja podświadomie nie chcę, żeby to zobaczyło światło dzienne. Rozpadnę się wtedy na kawałki - tak jej powiedziałam. A ona na to: Jest to najlepszy dowód na to, że czujesz.
Podobno jest we mnie również niewysłowiona tęsknota. Może. Ale piszę to po to, żeby dać innym nadzieję. Że może gdzieś tam głęboko jest jakaś cząstka, która faktycznie chce być zdrowa i wytrwa w postanowieniach. Ale na razie zostałam niemalże całkowicie zdominowana przez partię bez planów na przyszłość.
Dla mnie przyszłości nie ma.
Teraz, gdy wiem, że ty to wszystko czytasz, że każde słowo analizujesz - jest mi ciężej. Sama nie wiem dlaczego. Jak to się stało, że tyle między nami popsułam? Że tak wiele zaprzepaściłam, bez żadnego jasnego powodu?
I dlaczego nagle zaczęłam się nad tym zastanawiać? To chyba ta dzisiejsza psychoterapia. Rozpoczęła się seria odkryć o mnie samej. Te odkrycia są najgorsze. Nigdy nie możesz przewidzieć, czego się dowiesz. To jak pierwsze wejście na tego bloga. Wpadasz w nieznany sobie świat informacji i wiadomości o kimś. To zaczyna Cię przytłaczać. Ale należy wytrwać.
Podobno.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz